Zamknij
REKLAMA

OLIWKOWSKI: Time & distance - Ray Wilson prowokuje

20:45, 02.07.2018 | #ZawszeNaCzasie
REKLAMA
Skomentuj

Długie dźwięki wraz ze strunami świetlnych igieł przecięły czas i przestrzeń – Ray Wilson zagrał w Janikowie. Tej klasy koncert wzbudził wiele refleksji – od namysłu nad stanem lokalnej kultury przez myśl o kategoriach „chleba i igrzysk”, aż po dalekie w czasoprzestrzeni analogie.

Wilson – ex wokalista Genesis, zastępujący w tym zespole-legendzie Phila Collinsa – promuje właśnie koncertowy dwupłytowy album Time & Distance. To bardzo aktywny muzyk – rocznie gra około 120 koncertów – opanowanie formy i momentów widowiska po tylu występach jest perfekcyjne; tak było i w Janikowie. Właśnie. Ukłony należą się decydentom zapraszającym na „dni (małego) miasta” gwiazdę znaną raczej w kręgach rockowej muzyki progresywnej. Trzeba przyznać – odważne posunięcie: nie schlebiające jedynie najbardziej wypranym z poczucia smaku gustom. Wciąż jest nadzieja, że dostosowanie do oczekiwań większości – w Polsce muzycznej oznacza to (niestety!) akceptację wobec disco polo – nie nastąpi. Demokracja w świecie gustów jest najgorszym systemem; maksyma de gustibus non est disputandum to jedna z najbardziej kłamliwych tez w świecie kultury. Zaproponowanie Wilsona na finał Dni Janikowa po pierwsze nadało ciekawą dramaturgię weekendowi, po drugie wskazało pewną hierarchię estetyczną, której warto bronić.

Możliwość obserwowania lokalnej imprezy z kilku perspektyw – zarówno od strony słuchacza, wykonawcy, jak i bywalca tzw. backstage'u – wywołuje u humanisty wiele skojarzeń. Zacznijmy od manier współczesnego odbiorcy.

Po pierwsze w wielu przypadkach myśli on kadrem – szczególnie emocjonalny moment nie jest odbierany bezpośrednio. Słuchacz zasłania się przed słowem i dźwiękiem, między artystą a zmysłem pojawia się garda, tarcza, elektroniczna przyłbica – komórka chowa twarz odbiorcy w cieniu. W „społeczeństwie spektaklu” (używając wyrażenia Deborda) wciąż rośnie w potęgę przestrzeń cyfrowa, okazuje się, że między 0 a 1 w krótkim czasie rodzi się na ogromnej odległości – reakcja łańcuchowa, którego źródłem jest artysta i scena, a multiplikatorami wyciągnięte ramiona z prawie cyborgicznym przedłużeniem dłoni: telefonem.

Jednocześnie w nieświadomości zbiorowej powielane są zachowania społeczeństw tradycyjnych. Latem estrady takie jak w Janikowie czy wcześniej w Inowrocławiu wyrastają w Polsce jak grzyby po deszczu. Oto na środku lotniska czy stadionu wznoszona jest metalowa konstrukcja świątyni sztuki. Jak przed tysiącami lat tłum podąża do „świętej góry”, czeka na katharsis. Im bliżej światła sceny tym większa iluminacja – zawłaszczenie przez barwy i dźwięki, wciśnięcie umysłu w miąższ basu i nasycenie feerią. W nawie głównej stadionu czy lotniska zaczyna działać siła „ołtarza”, z którego wzmocnione megawatami słowo rozlewa się na „wiernych”. W średniowieczu na rynkach miast (w Inowrocławiu zapewne też) pojawiały się mansjony – struktury sceniczne gromadzące żądnych emocji mieszkańców. Podświadoma potrzeba tłumu – rdzenna, pierwotna, immanentna - realizuje się dziś w trakcie dni miast. To realizacja ukrytych tęsknot do kontaktu z sacrum. Świetnie uchwycił ten fenomen Mircea Eliade: odsyłam do jego tekstów.

Współczesne mobilne świątynie – ze stalową kolumnadą i frontonem górującym nad tłumem niczym oko opatrzności wpisane w trójkąt scenicznego dachu - sankcjonują przestrzeń; na chwilę wytwarzają inny czas. Ważne, żeby ten nieuświadomiony społeczny fenomen – który co wiek przybiera inne ornamenty – okraszony był przez odpowiedni poziom, tego, który „głosi słowo”. Wilson na szczęście dał radę. Fałszywa nuta – lub konwencja kiczu (np. discopolowej tandety, karnawalizacji bez estetycznej ramy, jarmarku żarcia i picia – wybaczcie styl) szybko i ciężko spadłaby na ziemię przed sceną. Sprofanowałaby czas i przestrzeń – odległość tak wzbudzonej refleksji byłaby banalnie mała, rozrzut intelektualny – żaden.

Koncertowe sprzężenie zwrotne nastąpiło – z chęcią włączam „Makes Me Think Of Home”.

(#ZawszeNaCzasie)

Nauczyciel języka polskiego w III LO, animator kultury, perkusista. Prowadzi w Inowrocławiu dyskusyjne kluby filmowe, współorganizuje Niebieski Bieg Świadomości. Fascynat prozy Stanisława Lema (doktorat na UAM w Poznaniu) oraz średniowiecznej historii regionu (m.in. projekt Terra Incognita – wokół inowrocławskich grodzisk).

Łukasz Oliwkowski
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (3)

łołłoł

1 0

Przeczytałem dobrze napisane niczym Piotr Kaczkowski w latach 80-tych w trójce 21:41, 02.07.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Doris D.Doris D.

1 0

To prawda. Napisane mądrze i z sensem. Czekam na kolejne teksty Pana Łukasza. 21:50, 02.07.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

MaaxMaax

0 0

Są tacy co chcieliby byłego frontmana zespołu Piersi. Ale to może się wydarzyć tylko w jednym miejscu. W rodzinnych stronach. 22:09, 03.07.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
© ki24.info | Prawa zastrzeżone