Darmowe Wi-Fi w kawiarni, na stacji metra czy w poczekalni urzędu wydaje się dziś czymś naturalnym, jak powietrze. Wpisujemy hasło, łączymy się, sprawdzamy maile. Proste? Niby tak. Problem polega na tym, że za tą wygodą często stoi spore ryzyko, o którym mało kto myśli, sącząc kawę i przeglądając Instagrama. Cyberprzestępcy doskonale wiedzą, że publiczne sieci to miejsce, gdzie ludzie odkładają ostrożność na bok. I właśnie to ich kosztuje.