Końcówka spotkania była emocjonująca, a nasza drużyna miała szansę na wygraną. Niestety biało-niebiescy nie wykorzystali swojej szansy i ostatecznie ulegli Novimexowi Polonii Leszno 66:72.
Rywalizację w Lesznie nasza drużyna rozpoczęła w składzie: Luka Mitrović, Dylan Frye, Szymon Sobiech, Radosław Trubacz i Sebastian Rompa.
Pierwsze akcje obu drużyn kończyły się niepowodzeniami. Pierwsze trafienie miało miejsce po upływie prawie 2 minut. Zrobili to leszczynianie, ale szybko odpowiedział z dystansu Sebastian Rompa. Nasze prowadzenie podwyższył Szymon Sobiech. Na 6 minut i 40 sekund przed końcem kwarty leszczynianie doprowadzili do wyniku 7:5. Od tamtej pory nie zamierzali oddawać prowadzenia. Co prawda chwilę później Sebastian Rompa doprowadził do remisu, jednak z każdą akcją gospodarze coraz bardziej przechylali wynik na swoją korzyść. Konsekwentnie budowali przewagę i to mimo słabszej dyspozycji lidera Wendella Mitchella. Noteć nie zamierzała się poddawać i miała okazję wrócić na prowadzenie w drugiej części kwarty. Najpierw dwa rzuty wolne trafił Michał Grzesiak, a wkrótce z dobrej pozycji zza łuku rzucał Alan Czujkowski. Gdyby trafił, biało-niebiescy objęliby prowadzenie. Niestety w taki sam sposób nie pomylił się Mitchell. Ostatecznie po 10 minutach było 23:18.
Wejście w kolejną kwartę także nie należało do udanych pod względem ofensywnym. Przydarzyły się straty i problemy z wykreowaniem dogodnych pozycji. Niemoc przełamał Luka Mitrović po upływie 2 i pół minuty. Wówczas na tablicy świetlnej widniał wynik 24:20. Niestety nie przyniosło to długofalowej poprawy. Nadal ataki wyglądały słabo i trudno było o zdobywanie punktów. Nieco lepiej pod tym względem wyglądali miejscowi. Dzięki temu krok po kroku, konsekwentnie odskakiwali Noteci. Po małej serii 5:0 Polonia miała już 10 „oczek” więcej. Biało-niebiescy znaleźli się w trudnej sytuacji, bowiem ataki nadal nie przynosiły oczekiwanych efektów, a rywale mieli coraz lepszy wynik. Pierwsza połowa zakończyła się faulem niesportowym Patryka Wilka. Na przerwę obie drużyny schodziły przy rezultacie 36:28. O tym, że ofensywa nie funkcjonowała jak trzeba świadczy zdobycie zaledwie 10 punktów w tej kwarcie. Do tego dochodziła jeszcze słaba skuteczność zza łuku.
Trzecia kwarta i trzeci słaby początek w naszym wykonaniu. Kolejni zawodnicy pudłowali, a rywale jeszcze bardziej odskakiwali. Po 5 punktach z rzędu osiągnęli najwyższe prowadzenie w tym spotkaniu. Na tablicy świetlnej widniał wynik 41:28. Na udaną akcję Noteci w drugiej połowie trzeba było czekać niemal 2 minuty. Kiedy wydawało się, że biało-niebiescy będą mieli problem wrócić do meczu, obraz gry uległ zmianie. Trafienie zza łuku Luki Mitrovicia dało sygnał do walki o odrabianie strat. Podopieczni trenera Krzysztofa Szubargi utrudniali rywalom grę w ataku, a sami zaczęli lepiej wykorzystywać swoje posiadania. Efektem tego była seria 8:0 i doprowadzenie do wyniku 43:38. Po przerwie na żądanie leszczynianie nadal nie mogli złapać odpowiedniego rytmu. Dało to szansę na zniwelowanie strat. Luka Mitrović spowodował, że Noteć traciła już tylko 2 „oczka”. Była szansa na jeszcze lepszy wynik po tym, jak Michał Samolak spudłował zza łuku. Niestety inowrocławianie nie wykorzystali tej szansy i także nie trafili do kosza. Co się odwlecze to nie uciecze i w kolejnym posiadaniu skutecznie rzucił Filip Stryjewski i było 47:47. Następnie gospodarze ponownie zyskali lekką przewagę i przed decydującym fragmentem rywalizacji prowadzili 54:50.
Tym razem wstęp do kwarty był lepszy. Najpierw efektownym wsadem akcję zakończył Sebastian Rompa, a następnie raz z linii rzutów wolnych trafił Alan Czujkowski. Gdy już wydawało się, że prowadzenie jest w zasięgu Noteci, to rywale nie pozwolili na to. Odskoczyli na 6 „oczek”. Niestety kolejny raz pojawiły się problemy w ataku. Cały czas zawodziła skuteczność zza łuku. Nawet jeśli zawodnicy wychodzili na dobrą pozycję, to często kończyło się to niepowodzeniem. Po 3 minutach 4. części było 61:53. Nie był to koniec zwrotów akcji w tym spotkaniu. Po słabszym okresie do głosu doszli inowrocławianie. 4 punkty z rzędu Sebastiana Rompy spowodowały, że wszystkie scenariusze były w grze. Emocje sięgały zenitu, jednak przez 2 minuty kibice nie mieli szansy podziwiać udanych akcji z obu stron. Następnie różnica oscylowała wokół 4–5 punktów. Czasu było coraz mniej. W bardzo ważnym momencie Piotr Lis zaczął trafiać zza łuku. Po dwóch „trójkach” z rzędu było 68:66 na minutę i 12 sekund przed końcem. W następnej akcji rywale spudłowali oba rzuty wolne, co otworzyło szansę na przynajmniej remis. Trzecia próba Piotra Lisa nie znalazła drogi do kosza i tym samym szala zwycięstwa mogła przechylić się jeszcze bardziej na korzyść Polonii. Leszczynianie zaliczyli stratę i ponownie inowrocławianie mieli losy meczu w swoich rękach. Po kilku podaniach piłka trafiła do Alana Czujkowskiego, który chciał przebić się pod kosz i stamtąd wykończyć akcję. Niestety został zablokowany, a wraz z tym nadzieje biało-niebieskich na dobry wynik. Gospodarze dopełnili formalności, dołożyli jeszcze 4 punkty i wygrali 72:66.
Punktacja: Novimex Polonia: Kankowski 15, Wilk 12, Mitchell 10, Ryżek 10, Pabian 9, Soroka 6, Najder 6, Żmudzki 2, Samolak 2
KSK Qemetica Noteć: Mitrović 14, Rompa 14, Lis 8, Sobiech 8, Frye 7, Trubacz 6, Harris 4, Stryjewski 2, Grzesiak 2, Czujkowski 1