Przeciwnicy pokazali, dlaczego znajdują się w czołówce Pekao S.A. 1. ligi. GKS wygrał z KSK Qemetica Noteć 110:73. W pierwszej połowie były momenty, w których biało-niebiescy potrafili rywalizować z gospodarzami, jednak w całokształcie rywale nie pozostawili złudzeń.
::photoreport{"type":"see-button","item":"6106"}
Wyjazdowe spotkanie nasza drużyna rozpoczęła w składzie: Luka Mitrović, Szymon Sobiech, Radosław Trubacz, Piotr Lis i Sebastian Rompa.
Już niemal od początku meczu prowadziła Noteć. Po zaledwie 5 sekundach zza łuku trafił Piotr Lis. Kolejne akcje biało-niebieskich potwierdzały, że zespół dobrze wszedł w spotkanie. Po następnym trafieniu z dystansu inowrocławianie prowadzili 9:5. Następnie do głosu doszli miejscowi, którzy serią 6:0 doprowadzili do wyniku 11:9.
Odpowiedział Sebastian Rompa, jednak nie powstrzymało to GKS-u przed budowaniem przewagi. Gospodarze byli bardzo skuteczni w ataku — niemal każda akcja kończyła się punktami. Na 5,5 minuty przed końcem kwarty było już 18:11. Podopieczni trenera Krzysztofa Szubargi zaczęli mieć problemy zarówno w ofensywie, jak i w defensywie, czego konsekwencją był wynik 23:13.
Szkoleniowiec Noteci poprosił o czas. W tym momencie GKS trafiał zza łuku ze skutecznością aż 80%. Po przerwie udało się nieco zmniejszyć straty — po „trójce” Dylana Frye’a Noteć przegrywała już tylko czterema punktami na dwie minuty przed końcem. Rywale nadal byli jednak bardzo skuteczni i po pierwszej kwarcie prowadzili 33:24.
Jeszcze trudniej zrobiło się na początku drugiej części meczu. Podopieczni trenera Jagiełki z łatwością radzili sobie z inowrocławską obroną i regularnie punktowali. W ciągu trzech minut Noteć zdobyła zaledwie 3 punkty — wszystkie autorstwa Darrella Harrisa, a na tablicy wyników widniał rezultat 45:27.
Choć gospodarze przez blisko dwie minuty nie zdobyli punktów, biało-niebiescy nie potrafili w pełni tego wykorzystać. Z czasem inowrocławianie złapali jednak rytm i zmniejszyli straty do 47:36. Niestety parkiet opuścił Darrell Harris, który prawdopodobnie doznał urazu i nie wrócił już do gry.
Mimo osłabienia Noteć walczyła o jak najlepszy rezultat i poprawiła skuteczność w ataku. Na przerwę zespoły schodziły przy wyniku 56:45.
Końcówka pierwszej połowy mogła dawać nadzieję na walkę po zmianie stron, jednak gospodarze szybko ją rozwiali. Początek trzeciej kwarty był jeszcze wyrównany, a różnica utrzymywała się w granicach 12 punktów. Po trzech minutach przewaga GKS-u zaczęła jednak systematycznie rosnąć.
Tyszanie imponowali skutecznością — nawet po niecelnych rzutach zbierali piłki w ataku i ponawiali akcje, często kończąc je akcjami 2+1. Na 3,5 minuty przed końcem kwarty gospodarze mieli już 21 punktów przewagi. Biało-niebiescy zaczęli popełniać proste straty i pudłować, co przełożyło się na wynik 82:61 po 30 minutach gry.
W ostatniej części spotkania GKS nie zwalniał tempa. Początek czwartej kwarty był dla Noteci bardzo trudny — przez pięć minut zespół nie zdobył punktów, podczas gdy rywale dorzucili 15 „oczek”, powiększając prowadzenie do 97:61.
Końcówka meczu miała już spokojniejszy przebieg, a na parkiecie pojawili się zawodnicy rezerwowi. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wysokim zwycięstwem GKS-u 110:73.
Punktacja
GKS: Walski 16, Dziemba 13, Lis 12, Kuczawski 11, Śnieg 11, Bożenko 10, Dawdo 10, Kiwilsza 9, Adamczak 6, Danielak 5, Koperski 5, Heliński 2
KSK Qemetica Noteć: Sobiech 14, Lis 12, Mitrović 9, Rompa 9, Harris 8, Grzesiak 7, Frye 5, Styczeń 3, Trubacz 2, Ciesielski 2, Stryjewski 2, Czujkowski 0