::attachment{"type":"image","item_id":"411626","width":"818","height":"203","title":"","alt":"","link":""}
Choć w urnach dominowały głosy za odwołaniem władz, referendum w Gniewkowie nie przyniosło żadnych zmian. Ostatecznie Ilona Wodniak-Kuraszkiewicz oraz Rada Miejska pozostają na swoich stanowiskach, ponieważ nie został spełniony warunek frekwencyjny.
Z danych opublikowanych przez Państwową Komisję Wyborczą wynika, że w głosowaniu udział wzięła stosunkowo niewielka grupa mieszkańców. W referendum dotyczącym burmistrz uczestniczyło 1528 osób, z czego zdecydowana większość – 1382 głosujących – opowiedziała się za jej odwołaniem, przy 122 głosach przeciwnych i 24 nieważnych. W analogicznym głosowaniu dotyczącym rady miejskiej frekwencja wyniosła 1535 osób, a 1456 mieszkańców zagłosowało za odwołaniem radnych, przy 63 głosach przeciwnych i 16 nieważnych.
Mimo tak wyraźnych proporcji, wynik nie wywołuje żadnych skutków prawnych. W referendach lokalnych obowiązuje bowiem próg frekwencyjny – aby głosowanie było ważne, musi w nim wziąć udział co najmniej 60 procent wyborców uczestniczących w ostatnich wyborach samorządowych. W Gniewkowie tego warunku nie udało się spełnić.
Do przeprowadzenia referendum doprowadziła inicjatywa grupy mieszkańców, którzy krytycznie oceniali działania lokalnych władz. W przestrzeni publicznej pojawiały się m.in. zarzuty dotyczące planów wygaszania dwóch szkół, rozbieżności między wcześniejszymi zapowiedziami a podejmowanymi decyzjami oraz sposobu prowadzenia polityki kadrowej w urzędzie i jednostkach podległych gminie. Głosowanie odbyło się 19 kwietnia i było bezpośrednim efektem tych napięć.
W praktyce oznacza to, że obecne władze będą kontynuować swoją kadencję bez zmian, choć sam wynik referendum może być odczytywany jako sygnał nastrojów części mieszkańców. Niska frekwencja sprawiła jednak, że głosowanie nie przyniosło formalnego rozstrzygnięcia.
Mirosław Amonowicz [email protected]