Zamknij
REKLAMA

OLIWKOWSKI: Obrazoburca z Inowrocławia. Kłótnie o Kosidowskiego

12:50, 21.08.2018 | #ZawszeNaCzasie
REKLAMA
Skomentuj

Dla wielu czytelników przywoływanie dorobku pisarskiego tej postaci może wydać się rozdrapywaniem religijnie ułożonych, ideowo spetryfikowanych, dogmatycznie zaakceptowanych strupów na duchowym organizmie katolika. Rzecz dotyczyć będzie Zenona Kosidowskiego – urodzonego w Inowrocławiu doktora filozofii, któremu ogromnie dużo zawdzięcza m.in. kulturowe środowisko Poznania, Polskie Radio, pasjonaci odkryć archeologicznych i … agnostycy z ateistami.

Być może obecna pozycja Kosidowskiego na panteonie tradycji literackiej jest proporcjonalna do ważności i długości uliczki jego nazwiskiem opieczętowanej, która skromnie kryje się wśród osiedla domków na Rąbinie. Aura wokół Kosidowskiego jest niestety mroczna – być może dlatego, że jego talent eseistyczny zabłysnął głównie w okresie PRL-u, a to za sprawą tematów, które były wygodne dla ówczesnej władzy. Pamiętać jednak należy, że swe najsłynniejsze książki napisał był pięćdziesięciotrzyletni już człowiek, który miał za sobą ogromnie bogatą i ciekawą przeszłość: wojenną, powstańczą, poetycką, emigrancką, naukową i kulturową.

A więc w skrócie: początkowo – jako że mieszkał na terenie zaboru pruskiego – został siłą wcielony do wojska niemieckiego, walczył m.in. pod Verdun. Nie wytrzymując dylematów patrioty, postanowił zdezerterować. Dołączył aktywnie do oddziałów powstańców wielkopolskich – bił się z wrogiem od pierwszego dnia zrywu. Później w okresie dwudziestolecia międzywojennego odegrał niebagatelną rolę na niwie kultury – współtworzył ekspresjonistyczny „Zdrój” (pisał i redagował obok Żeromskiego, Przybyszewskiego, Tetmajera i Reymonta). Zaangażował się w budowanie Polskiego Radia, którego później – w Warszawie - był wicedyrektorem. Napisał pierwszą książkę naukową o radiowych słuchowiskach, z których chciał uczynić niezależną gałąź sztuki. W znaczący sposób wpłynął na krajobraz kulturowy Poznania – animował tam ważne wydarzenia kulturalne, moderował dyskusje, był ważną personą w środowisku poznańskiej polonistyki. Na uboczu swoich zainteresowań rozwijał pasje filozoficzne (obok archeologicznych), których ukoronowaniem stał się doktorat. W okresie wojny – jak wielu ówczesnych twórców wyemigrował, zabierając ze sobą – dosłownie - dorobek polskiej radiofonii. Wśród jego znajomych znajdował się m.in. - też związany z radiem – poeta Józef Czechowicz, którego po drodze dopadła bomba niemiecka trafiająca w jedną z lubelskich kamienic. Jako uchodźca przebył drogę podobną do wielu ówczesnych Polaków – Lwów, miasta rumuńskie, Włochy, Francja (w Paryżu czytano jego wiersze o Polsce obok tekstów najwybitniejszych Skamandrytów – Tuwima, Wierzyńskiego, Słonimskiego, również Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej), Hiszpania, Portugalia.

W końcu Stany Zjednoczone – tam ima się rozmaitych zajęć, m.in. wykłada historię Polski i język polski na uniwersytecie kalifornijskim. W 1951 roku postanawia wrócić do ojczyzny. Próbuje zarabiać jako dziennikarz, ale nie stać go na zapewnienie komfortu rodzinie. Postanawia zgalwanizować jedną ze swoich pasji – archeologię. Pisze "Gdy słońce było bogiem", jednocześnie prowokując zupełnie paradoksalną sytuację. Otóż, zazdrośni o talent Kosidowskiego pisarze ze Związku Literatów Polskich – ulegający wówczas w dużej mierze nowej władzy, przypominają sobie powstańczą przeszłość Kosidowskiego i wykluczają go ze związku. Na chwilę.

[ZT]9945[/ZT]

Kiedy dzięki popularnym książkom o kulturze starożytnej zyskuje sławę, pojawiają się problemy zdrowotne. I nadchodząca już niebawem infamia. Skąd się wzięła? Otóż Kosidowski być może nie posłuchał rad Gieysztora, który po powrocie pisarza do Polski radził mu, aby nie uległ zbyt szybko nowym władzom. I nie chodzi tu o uleganie konformistyczne, a o zgodność zainteresowań z ideami komunistycznymi. Kosidowski m.in. publicznie targnął się na dogmat o objawionym charakterze tekstu biblijnego (w książce Opowieści biblijne i Opowieści ewangelistów). I choć wielokrotnie powtarzał, że nie jest jego celem urażenie uczuć religijnych rodaków, a jedynie eseistyczny w gruncie rzeczy namysł nad genezą mitów biblijnych (jak to określił „epopeja myśli naukowej”), ruszył temat, który w Polsce – szczególnie w końcu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych – był tematem świętym; na jego bazie dokonała się przecież transformacja. Być może, gdyby Kosidowski pisał swe popularnonaukowe eseje (a raczej glosy interpretacyjne) dziś, jego książki znalazłyby się obok tekstów znanych eseistów popularnonaukowych, takich jak Yuval Noah Harari (Homo Deus), Hoimar von Ditfurth (np. Na początku był wodór), czy też Erich von Daniken (np. Oczy Sfinksa), choć ten ostatni prezentuje znacznie niższy poziom merytoryczny i stylistyczny. Kosidowski zaszkodził również swojej recepcji popełnieniem kilku błędów merytorycznych (które skrzętnie wytknęli mu katoliccy krytycy – szczególnie ostry był ks. Józef Kudasiewicz), brakiem odwołań do wszystkich tłumaczeń Biblii na polski i wymienieniem kilka razy – jako autorytetów – rosyjskich naukowców. O ile jednak wspomniany Daniken doczekał się wręcz monografii krytycznych (świetna jest książka znawcy Lema – Wojciecha Michery, AntyDaniken), o tyle zdecydowanie krytyka Kosidowskiego jest obszernie nieproporcjonalna do jego twórczości.

Po czterdziestu latach od śmierci inowrocławianina może należałoby jednak spróbować mniej emocjonalnie spojrzeć na spuściznę Kosidowskiego? Tak: odważył się m.in. pytać o historyczność Chrystusa, najważniejsze dogmaty wpisane w Stary Testament potraktował jako modyfikacje mitów babilońskich i mezopotamskich, wyjściowym argumentem kontrowersyjnych rozważań uczynił fakt, iż fundamenty religijnej wizji świata sformułowane zostały w czasach, gdy wierzono w geocentryczny model Kosmosu. To jedynie kropla w morzu jego argumentacji. Ale oprócz tego – po pierwsze: przez ponad trzydzieści lat przed napisaniem najbardziej prowokacyjnych książek współuczestniczył w budowaniu polskiej kultury; po drugie, pisał również o starożytnym Egipcie, Babilonii, Sumerach, starożytnej Grecji (Gdy słońce było bogiem) o pierwszych kulturach Ameryki Środkowej (Królestwo złotych łez). Po trzecie: trudno rozliczać eseistę i reportażystę z pełnej merytoryczności (istnieje taka?), bo przecież tym sposobem zapomnimy o Kapuścińskim (próbował go odczarować Domosławski) i Herbercie, nie mówiąc już o fantastach pokroju Parnickiego, który wprost wyrażał tezę, że w historii istnieją tylko interpretacje faktów. A czyż Wisława Szymborska – nasza noblistka – nie zrobiła ukłonu w poezji w stronę Stalina? Zrobiła. I to w bardziej bezpośredni sposób niż Kosidowski. Nawet najbardziej znanemu polskiemu pisarzowi na świecie – Stanisławowi Lemowi – zdarzyło się popełnić wpadki merytoryczne i chwilowo zapatrzeć się na Wschód (np. w Obłoku Magellana).

Z jakichś powodów książki Kosidowskiego – podobnie jak Lema - znów pojawiają się w księgarniach w ostatniej dekadzie. Poza wszystkimi mankamentami - szczególnie drażniącymi nieodporne na pęknięcie dogmatu umysły – Kosidowski świetnie buduje glosę do źródłowych tekstów Biblii, potrafi konstruować historyczną narrację – np. opowiadając o niezwykłych i pierwszych ważnych odkryciach archeologicznych, w końcu – co chyba najważniejsze: intryguje starożytnym światem. Ilu ludzi połknęło dzięki niemu bakcyla historii (ale także poznało Biblię!), trudno zliczyć. Pisarz miał umiejętność poruszenia wyobraźni archeologicznej znacznie mocniej niż filmy z Indianą Jonesem. Skuteczność jego metody gawędziarskiej polega na przyjęciu perspektywy znanej wśród odkrywców postaci – np. znanego włoskiego obieżyświata Il Pellegrina. Poza tym, za umiejętnością mówienia o historii kryje się u Kosidowskiego poetycka dusza. Przyznanie mu w przedwojennej Polsce (w 1938 roku) Srebrnego Lauru Polskiej Akademii Literatury nie było przypadkowe.

Trudno zaprzeczyć faktowi, że nikt wywodzący się z Inowrocławia nie zyskał takiej literackiej popularności jak autor Opowieści ewangelistów. Zapewne w liczbie sprzedanych książek przebił swego najbliższego kuzyna – Arkadego Fiedlera – autora słynnego Dywizjonu 303 (ekranizacja właśnie pojawiła się w kinach). Wciąż budzi spory, szczególnie na polu traktowaniu mitu i religii (jednocześnie w tekście wielokrotnie eksponuje szacunek wobec wierzących). Zdolny propagandzista antykatolicki czy pasjonat historii i humanista? To drugie na pewno.

W tym roku mija 120 lat od urodzin pisarza i przypada 40 rocznica jego śmierci (14 września). I wciąż nie wiadomo czy wizja wieży Babel u swych podstaw ma ziggurat w Ur. Czy w ogóle można stawiać takie pytania? Kosidowski najpierw poznawał, żeby móc krytykować. Może w odniesieniu do jego książek warto by zastosować tę samą metodę? I zdjąć zakaz wjazdu?

(#ZawszeNaCzasie)

Nauczyciel języka polskiego w III LO, animator kultury, perkusista. Prowadzi w Inowrocławiu dyskusyjne kluby filmowe, współorganizuje Niebieski Bieg Świadomości. Fascynat prozy Stanisława Lema (doktorat na UAM w Poznaniu) oraz średniowiecznej historii regionu (m.in. projekt Terra Incognita – wokół inowrocławskich grodzisk).

Łukasz Oliwkowski
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
© ki24.info | Prawa zastrzeżone