Zamknij
REKLAMA

Inowrocławskie Termopile

06:00, 08.09.2018 | #ZawszeNaCzasie
REKLAMA
Skomentuj

Echo wydarzeń pierwszych dni września 1939 rezonuje w podświadomości zbiorowej. Wspomnienia drenują również inowrocławską przestrzeń. Wąski i niski szpaler drzewek (wyobraźnia szuka analogii z wąwozem termopilskim) na Placu Obrońców Inowrocławia otwiera się na przeszyte światłem rozbryzgi fontanny. Z dysz strzela woda. Ósmego września każdego roku dokonuje się tu katharsis, a płomienia wciąż nie można ugasić.

Są ulice w mieście, których przeszłość utkano liniami balistycznymi. Kule świdrowały na przestrzał tkankę miasta, a tory ich lotu – co najważniejsze – miały dwa przeciwstawne kierunki.

Najpierw, zanim padły strzały – drugiego września (w sobotę) przeleciał nad miastem wrogi samolot rozpoznawczy, tego samego dnia w kinie „Słońce” wyświetlono antyniemiecki film. Wielu ludzi wiedziało już, że kamienic, na które spoglądali po wyjściu z kina trzeba będzie bronić. Następny ranek miał być życiową cezurą – między ósmą a dziewiątą rano ogłoszono alarm lotniczy dla Inowrocławia.

Niedzielne niebo od strony Gniezna zawarczało kilka godzin później. Czarne krzyże na płaszczach, dostrzeżone z murów obronnych przed ponad sześcioma wiekami, tym razem drapieżnie przeszyły powietrze na kadłubach samolotów. Skóra miasta pierwszy raz doświadczyła rany z góry zadanej bombą i karabinami. Naloty powtarzały się czwartego i piątego września. Równolegle z ciemnych zaułków wypłynęła woń zdrady – wielu spośród prawie tysiąca niemieckich mieszkańców miasta (Inowrocław liczył wówczas trochę ponad 40 tysięcy ludzi) – wsunęło na łokieć czerwoną opaskę ze swastyką. Odpowiedzią były opaski biało-czerwone. Pojawiło się też sporo wrogich dywersantów przebranych w polskie mundury. Zahaczeni przez polskie grupy obywatelskie, nie przeszli jednak testu weryfikacyjnego – pomimo znajomości języka polskiego, nie mieli pojęcia, co to jest „Rota” Marii Konopnickiej.

[ZT]10011[/ZT]

Najbardziej w tej historii dojmuje samotność walczących o Inowrocław. Nie było ich wielu. Wojsko poszło w stronę Włocławka, władze miasta i policja wcale nie zeszli z pokładu ostatni. Już jechali w stronę Lublina. Młodych ludzi zdecydowanych, by walczyć o miasto było około osiemdziesięciu! Osiemdziesiąt nastolatków zdeterminowanych do obrony grodu... Nawet nie trzystu... Łącznie uczestników tzw. Straży Obywatelskiej było około dziewięciuset, choć podobno jest to mocno zawyżony rachunek.

Wczesnym rankiem ósmego września Niemcy próbowali jeszcze bardziej uśpić wolę walki miasta – zrzucili w centrum ulotki nakłaniające do poddania się. Papier nie mógł osłabić morale pozostawionych w grodzie Konradowica patriotów. Wiedzieli, że jest ich niewielu, wiedzieli, że dysproporcja sił miażdży świadomość. Nie istnieje chyba wtajemniczenie w taki stan. Konstrukcja psychiczna przechodzi test wytrzymałości. Basowy tupot Wermachtu zbliżającego się od strony Bydgoszczy wywołuje szybsze niż kroki wroga bicie serca. Tłumi je przylegający do piersi worek piachu w pośpiechu rzucony na barykadę przy ul. Dworcowej. Pierwsza salwa z dwudziestu luf zatrzymuje wroga. To daje siłę, żeby się przeszeregować i wyznaczyć kolejny próg. I kolejny. I znów. Dworcowa – Królowej Jadwigi – skrzyżowanie z Toruńską i potem z karabinem bieg w prawą stronę... W lewą nie można – jacyś inowrocławscy Niemcy ukryli się na wieży kościoła przy Placu Klasztornym i strzelają. Zatem w drugą stronę. Jedna przecznica. Druga. W biegu trzeba naprawić zaciętą broń. A naziści wciskają się uparcie do miasta. Idą gęsiego wzdłuż kamienic. Napierają. To już. Ostatni etap. W końcu przyciśnięta do ściany kul przestrzeń staje w poprzek...

Szkoła Wydziałowa zamienia się w inowrocławskie Termopile. Niemcy stawiają działka przy budynku na rogu Narutowicza i Staszica. Próbują też podchodzić od Grodzkiej i od strony Solanek. Wzniecają ogień na poddaszu neogotyckiego gmachu w jedno popołudnie zamienionego w twierdzę. Walczący – w duszącym dymie - zbiegają do piwnic, stamtąd rzucają ostatnie granaty i strzelają. Batalistyczne widowisko wyostrza i kontrastuje zmierzch. Płomienie szkoły widać zapewne z daleka; echo strzałów i rykoszetów odbijające się od okalających redutę kamienic musi tworzyć piekielną kakofonię. Kiedy nie ma już amunicji, obrońcy miasta wykorzystują fakt, że Niemcy nie ryzykują podejścia pod gmach i osłonięci nocą wydostają się z płonącego budynku. Jeden z nich ucieka dopiero nad ranem. Prawie wszyscy z obrońców Inowrocławia dołączają później do walk na innych frontach. Nie oddali miasta bez walki.

Ósmy września ogniem, napowietrznie wyżłobił miejsce pamięci. Wmontowana w chodnik mała tabliczka upamiętniająca zburzoną Szkołę Wydziałową chyba zbyt skromnie przypomina o naszych Termopilach. Na miejscu po dawnym pogorzelisku leżą niedopałki papierosów. Powietrze żyłkowane siecią po strzałach przecinają dziś setki samochodów, kuracjuszy i młodych ludzi podążających do szkół średnich. Czy mają opaski w kieszeniach?

(#ZawszeNaCzasie)

Nauczyciel języka polskiego w III LO, animator kultury, perkusista. Prowadzi w Inowrocławiu dyskusyjne kluby filmowe, współorganizuje Niebieski Bieg Świadomości. Fascynat prozy Stanisława Lema (doktorat na UAM w Poznaniu) oraz średniowiecznej historii regionu (m.in. projekt Terra Incognita – wokół inowrocławskich grodzisk).

Łukasz Oliwkowski
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
© ki24.info | Prawa zastrzeżone