Zamknij
REKLAMA

OLIWKOWSKI: Inowrocławskie Lascaux: demony, dogmaty i Weles

09:26, 22.05.2018 | #ZawszeNaCzasie
REKLAMA
Skomentuj

Średniowieczny kod zatarł się, reliefy z północnej ściany „Ruiny”– mimo że paradoksalnie unieruchomione w kamieniu – wirują intertekstualnie, nie zdradzając nawet właściwego kierunku odczytania: nielinearność narracji spiętrza warstwy odkamiennej glosy. Jednocześnie ta ciągła otwartość na nowe teorie i zdefiniowania zdradza cechy arcydzieła – interpretacyjnie niewyczerpanego. Kamienne kości rzucone przez historię za każdym razem dają inny wynik.

W archeologii dokonuje się kulturowy zwrot podobny do tych wolt, które od kilkunastu lat obecne są w naukach humanistycznych. W interpretowaniu znaków historii – również tej regionalnej – czas na otwarcie nowych form dyskursu (nie tylko pisanego przez archeologów dla archeologów), które suchą i nudną dla przeciętnego słuchacza faktografię (oczywiście przy całym wobec niej szacunku) potraktują jedynie jako bazę do refleksji hermeneutycznych nieobciążonych obsesją katalogowania.

Dobrze byłoby uczynić taki odświeżający ruch wobec jednego z najważniejszych inowrocławskich tekstów kultury – najstarszego i najbardziej tajemniczego zarazem – wobec kujawskiego Lascaux. Recz dotyczy reliefów na północnej ścianie kościoła NPM.

Niezwykłe jest to, że we współczesnej okulocentrycznej – zdominowanej przez obrazkowy fragment – kulturze, znaki sprzed ponad ośmiu wieków zaczynają funkcjonować w zupełnie nowym paradygmacie. Używając potocznego określenia, stają się modne; ich trudny do zweryfikowania pierwotny sens we współczesnym kontekście zaczyna obrastać kolejnymi interpretacjami. Profesor Langdon z kart powieści Dana Browna miałby nie lada zagadkę, gdyby stanął po mrocznej stronie bazyliki. Po pierwsze nie dysponowałby średniowiecznymi źródłami pisanymi, po drugie kamienne ryty oddalają się od jednoznaczności alegorii, a bezratunkowo pogrążają odbiorcę w wieloznaczności symboli. Jaką siatką pojęć je opisywać – terminologią ikonograficzną, demonologiczną, magiczną, zoomorficzną, wczesnochrześcijańską? Na jakim celu znaków się skupić: dydaktycznym (biblia pauperum – obrazkowe pismo dla niepiśmiennych), apotopaicznym (odstraszającym złe moce po bezsłonecznej stronie), tanatologicznym (związanym z wejściem na teren cmentarza?) Czy interpretować je w izolacji, czy też szukać symbolicznej struktury (co zdecydowanie bardziej przekonywające). Czy znaki są wynikiem europejskiego uniwersalizmu, czy też w żłobieniach ukryto lokalne ścieranie się mitologii słowiańskiej i chrześcijańskiej ikonosfery? Jaką rolę odgrywało samo miejsce – czy wyznaczenie sakralnego limes zostało spowodowane granicą z Prusami, czy też było już jakimś przedpaństwowym punktem centralnym, mitycznym omfalosem? Czy patrzymy na początkową konfigurację ciosów? Po powrocie dwóch reliefów z Kórnika, wiemy, że nie. Jakie ma to znaczenie dla odczytania ukrytej treści?

[ZT]9077[/ZT]

Przejrzenie dostępnej literatury, w której podjęto temat inowrocławskich reliefów – przy ostrożnym rachunku – układa rząd co najmniej piętnastu badaczy (m.in. Wolański, Łuszczkiewicz, Łepkowski, Kohte, Walicki, Frycz, Świechowski, Kalinowski, Gadomski, Białłowicz-Krygierowa, Sroka, Woźny, Sikorski, Danielewski, Mikołajczak). Pomijam tych, którzy spoglądali na fenomen spoza naukowych pozycji – m.in. słynny Julian Ursyn Niemcewicz, czy Jan Kasprowicz. Jako paranaukowe domysły należy też potraktować bajeczne wizje wpływu Celtów. Każdy z przywołanych pasjonatów uprzywilejował inną dominantę interpretacyjną. Biblioteka Babel.

Jedną z ciekawszych „teorii wszystkiego” zbudował Zbigniew Sroka w tekście „O zagrożeniach i lękach średniowiecznych inowrocławian” - przekonująco broni tezy, iż układ kamieni i ich symbolika są wynikiem zrealizowanego teologicznego programu. Sroka odnosi niektóre z masek (robił to również Czesław Sikorski) do fragmentów z Biblii – przykładowo – występowanie gryfa na czarnym kamieniu i postaci demonicznych przy „bramie śmierci” można by odnieść do słów z Listu św. Piotra: „Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając kogo pożreć”. Powołując się na Iwa z Chartres Sroka sugeruje, że wybór północnej ściany znajduje ciekawą analogię z faktem, że w romańskim średniowieczu istniał zwyczaj odczytywania ewangelii właśnie po tej stronie świątyni.

Co ciekawe, żaden z badaczy nie odrzucił jednoznacznie związku reliefów z pogańskimi reminiscencjami. Nawet najbardziej chrystocentryczne ujęcie Zbigniewa Sroki zatrzymuje się na określeniu „prawdopodobnie nie nawiązują do pogańskich kącin”. Niestety zbudowanie rzeczowej argumentacji na rzecz wskazania tych związków jest utrudnione faktem, że choć wszyscy wiemy, iż istniała przedchrześcijańska kultura, znów nie ma źródeł pisanych na nią w oczywisty sposób wskazujących. Intrygującym zagłębianiem się w miąższ przeszłości jest jedynie badanie języka (np. nazw topograficznych) i starych kujawskich obrzędów – w myśl zasady, że gdzie istnieje jakiś obrządek, wcześniej istniał mit. Próbę uporządkowania reliktów słowiańskich mitów podjął jak wiadomo Aleksander Gieysztor („Mitologia Słowian”). Gdyby odnieść inowrocławskie reliefy do tak zamierzchłej symboliki, otwiera się kilka niezwykłych analogii. Gieysztor wspomina, że w przekazach zachowała się tylko jedna informacja o podobnej do inowrocławskiej świątyni – miałaby się ona znajdować w Szczecinie. Podobieństwo polegałoby na występujących tam rzekomo zwierzęcych i ludzkich maskach na ścianach kąciny. Świątynia ta poświęcona była bardzo ważnemu dla Słowian bóstwu (drugiemu po Perunie) – Welesowi. Co ciekawe – bóg ten (również o cechach demonicznych) występował m.in. w postaci dziada z brodą lub rogatego zwierzęcia, a jego krainą była Nija – przestrzeń zmarłych. Intrygujące, prawda?

Średniowieczny „komiks” paradoksalnie wpisuje się w cechy kultury postmodernistycznej, w której nic przecież nie jest ocenione ostatecznie, gdzie rządzi żywioł wizualny, a znaki – jak symulakry – odsyłają do innych znaków. To jakaś polifoniczna struktura; pełne lęków i dogmatów wyładowania twórczej ekspresji. Reliefy intelektualnie niepokoją kolejne pokolenia, fenomenalnie przeczekują czasy mody na sezonowość, fragment, chwilowość, czasy, w których „żyjemy dłużej, ale krótszymi zdaniami”. Na północnej ścianie „Ruiny” nigdy nie pojawi się słońce. Zagadka pozostanie w mroku.

(#ZawszeNaCzasie)

Nauczyciel języka polskiego w III LO, animator kultury, perkusista. Prowadzi w Inowrocławiu dyskusyjne kluby filmowe, współorganizuje Niebieski Bieg Świadomości. Fascynat prozy Stanisława Lema (doktorat na UAM w Poznaniu) oraz średniowiecznej historii regionu (m.in. projekt Terra Incognita – wokół inowrocławskich grodzisk).

Łukasz Oliwkowski
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (1)

Wojciech Giczkowski Wojciech Giczkowski

0 0

Podobne reliefy zobaczyłem na kolumnach w kaplicy zamkowej w Durham. Odkopnej w ubiegłym wieku. Świadczy to o romańskiej wspólnocie kulturowej na dwóch ówczesnych biegunach cywilizacji. 19:40, 01.06.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

© ki24.info | Prawa zastrzeżone