Zamknij
REKLAMA

Pamiętamy... Rok temu odszedł Robert Myca Kowalski

11:56, 28.06.2020 | #ZawszeNaCzasie
Skomentuj
REKLAMA

Dziś mija rok od śmierci Roberta Mycy Kowalskiego. Poeta, kompozytor, autor tekstów, wokalista i producent muzyczny, przede wszystkim wspaniały człowiek. Przez całe swoje życie związany był z Inowrocławiem.

Przez całe swoje życie związany był z Inowrocławiem. Robert swoją przygodę ze śpiewaniem rozpoczynał w zespole Szuwarek. Wokalistą i basistą grupy był wtedy Adam Szarek, człowiek, któremu inowrocławscy muzycy i całe muzyczne środowisko zawdzięczają bardzo wiele. Na próbę Szuwarka przyprowadził Roberta gitarzysta Maciej Liszkowski. Tak Myca wkroczył na scenę.

Kolejne muzyczne kroki młodzi muzycy, stawiali już jako Secesja. Był to czas, gdy na polskiej scenie królowała nowa fala i punk rock. Robert przyniósł do zespołu swoją fascynację wtedy mało znaną irlandzką grupą U2.

Secesja odniosła kilka drobnych sukcesów i niestety, dobrze zapowiadającą się przyszłość tej grupy przerwało powołanie Mycy do wojska. Będąc już w jednostce szeregowy Kowalski, stosunkowo szybko dał się poznać jako świetny wokalista i niezły gitarzysta.

Kiedy po dwóch latach wrócił do cywila, w legendarnym już klubie Kolejarz czekał na niego band z częściowo gotowym materiałem i nową nazwą – YA. W pierwszym składzie znaleźli się Robert Kowalski - śpiew, Jarosław Lewandowski – bas, Maciej Liszkowski – gitara, Jacek Biały Czerwiński – perkusja i Remigiusz Juśkiewicz – klawisze, śpiew.

Pierwszymi utworami, do których Robert napisał słowa były „Pętla” i "Początek Końca" zarejestrowane w studio bydgoskiego Radia PiK w 1988 r. YA zaczął koncertować w kraju, pokazał się również publiczności na Litwie, pojawiał się w telewizji – gościł w Teleexpresie czy popularnym wówczas programie LUZ. Duża zasługa w tym pierwszego managera - Witolda Albińskiego.

W 1989 roku do zespołu dołączył gitarzysta Marek Szajda. W tym okresie muzycy tworzyli piosenki, które stały się podstawą repertuaru YA na najbliższe lata. To wtedy zarejestrowano „Umarłe liście”, „Twarzą w twarz” czy nową wersję "Początek Końca".  YA zaczęło pukać do drzwi muzycznej ekstraklasy. Piosenki można było usłyszeć w radiowej Trójce, teledysk do utworu "Umarłe Liście" emitowany był w TVP2 i regionalnych oddziałach TVP. Zespół dawał koncerty i przygotowywał materiał na wymarzoną płytę. Muzycznie grupa zaczęła poszukiwać własnej ścieżki i nowego brzmienia, ale jak napisał Kuba Wojewódzki w recenzji po warszawskim koncercie YA, w wokalu Roberta wciąż było słychać cząstkę Bono z U2. Ta cząstka na szczęście została w nim na zawsze. 

W 1990 roku YA wziął udział w eliminacjach do festiwalu w Jarocinie. Jury zaproponowało zespołowi granie na małej scenie festiwalu, jednak muzycy mając większe aspiracje odmówili udziału w koncercie.  

To co inne zespoły mogłyby uznać za sukces, dla muzyków YA było trudną do przełknięcia pigułką. Porzucona została dotychczasowa muzyczna droga, zmieniony został styl i image zespołu, za co w dużej mierze odpowiadał ówczesny lider Remi Juśkiewicz.

Do eliminacji Festiwalu w Jarocinie w 1991 roku zespół przystąpił już z nowymi piosenkami i nową energią, choć bez jednego z filarów zespołu - Remiego, który został klawiszowcem gdańskiej formacji SHE.

Grupa YA dostała się na tzw. Dużą Scenę co było wielkim sukcesem, gdyż o występ wśród 10 finalistów ubiegało się ponad 600 zespołów. Szczególną uwagę przykuwały ekspresja Roberta i jego teksty, a zespół został wyróżniony w werdykcie jury festiwalu. Piosenka YA "Rock and Roll" była emitowana podczas festiwalu przez radio festiwalowe nadające z wozu transmisyjnego.

Latem 1991 roku zespół wystąpił na Molo Festiwal w Sopocie, będącym imprezą towarzyszącą Sopot Festiwal. Pod koniec roku, grupa zmęczona brakiem perspektyw na nagranie wymarzonej płyty popada w hibernację.

Rok później do składu zaproszono gitarzystę Mirka Amonowicza. Zespół w 4-osobowej konfiguracji z Remim, Białym, Mycą w podwójnej roli wokalisty i basisty oraz Amona, rozpoczął próby. Na początek ideą było granie rockowych coverów. W tym składzie zespół zaliczył wiele udanych występów.

Wraz z powrotem do grupy Marka Szajdy i Jarka Lewandowskiego pod koniec 1993 roku, muzycy zaczęli myśleć o nowym materiale. Zespół skręcił w stronę ostrego, ale melodyjnego rocka. Wtedy w porozumieniu z pozostałymi muzykami, grupę opuścił jej założyciel Remi Juśkiewicz.

Z inicjatywy Marka zespół podjął decyzję o nagraniu płyty mimo, iż nie posiadał wydawcy. Rozpoczęły się przygotowania. Dziesiątki prób w Inowrocławiu, a później w Kruszwicy i ogrywanie materiału na koncertach. W lipcu 1994 r. zespół YA na miesiąc zaszył się w Modern Sound Studio w Gdyni, by zarejestrować materiał na debiutancki krążek. Co istotne – grupa nagrywała album własnym sumptem – bez finansowego wsparcia wytwórni płytowej.

Rozpoczęły się gorączkowe poszukiwania wydawcy. Organizowano sesje zdjęciowe, które miały pomóc w promocji płyty.  Projekt okładki stworzył artysta plastyk Mirek Kaczmarek, który dziś jest uznanym na świecie scenografem i reżyserem teatralnym. Zdjęcia do okładki wykonał jego brat - Przemysław Kaczmarek.

Płyta „Teraz ja” ukazała się kilka miesięcy później. Na krążku znalazło się 11 kompozycji zespołu, w większości z tekstami Roberta. Historycznie ten fakt ma podwójne znaczenie. To był płytowy debiut zespołu YA, a także pierwsza płyta CD wydana przez wykonawcę pochodzącego z Inowrocławia.

Choć dla muzyki rockowej był to dobry czas, królował wówczas grunge. Klasyczne przebojowe rockowe granie było wtedy w defensywie. Zespół YA w kolejnych miesiącach intensywnie koncertował i podejmował kolejne działania promocyjne. Wielką pomoc w tym czasie okazał Grzegorz Imański - fotograf i przyjaciel zespołu. Jego zdjęcia to kronika rozwoju, zmian i nastrojów grupy. Nazwa YA coraz częściej pojawiała się na koncertowych imprezach. Grupa zagrała jako m.in. na prestiżowym Sopot Rock Festival.

[ZT]14471[/ZT]

W tym czasie nieoficjalnym na razie członkiem zespołu zostaje klawiszowiec Zbyszek Florek. W składzie pojawia się też perkusista Maciej Wróblewski. Zespół nie zwalniał tempa, grając swoje koncerty, a także supportując gwiazdy takie jak Perfect i Budka Suflera. Robert był w wyśmienitej formie wokalnej, a zespół brzmiał coraz lepiej. Wszystko wskazywało na to, że wymarzony sukces jest coraz bliżej. Grupa koncertowała łącząc w umiejętny sposób własny repertuar z rockowymi standardami. Zespół nagrywał programy telewizyjne, również modny w tym czasie koncert unplugged.

W połowie 1996 roku grupę opuszcza gitarzysta Mirek Amonowicz, a jego miejsce na stałe zajmuje Zbyszek Florek. YA przygotowuje nowy autorski materiał, łagodząc nieco brzmienie w kierunku pop-rocka. Robert wspólnie z Markiem piszą nowe piosenki, które w roku 2000 rejestrują w studio Radia I. Niestety, po raz kolejny zaczynają się rotacje w składzie zespołu. W 2001 roku Marek Szajda przechodzi do zespołu ROAN, a grupa YA ponownie zapada w okres hibernacji, by późnej kilkukrotnie reaktywować się na okazjonalne koncerty.

Każdy z muzyków rozpoczyna swoją własną drogę. Robert uczestniczył jako muzyk i wokalista m.in. w projekcie Rose Is Black. Przez kolejne lata Robert stał na czele popularnej grupy coverowej De Luzers. Cały czas pamiętał też o tym, że jako artysta powinien realizować swoje marzenia. Tak też się stało, gdy samodzielnie zarejestrował materiał na swój solowy album „Warto kochać”. Płyta piękna i pełna pozytywnych jak on sam emocji ukazała się w 2010 roku.

W sierpniu 2014 roku niemal wszyscy muzycy grupy YA spotkali się na gruncie towarzyskim, ale o trwałej reaktywacji zespołu mowy nie było. Taka idea pojawiła się w listopadzie 2018. Mirek Amonowicz zaproponował ponownie wspólne granie. Jako pierwszy zgodził się Myca, warunek był tylko jeden – musi być Jarek. Wobec faktu, że Jacek Czerwiński na stałe mieszka w Holandii, za perkusją zasiadł Mateusz Senderowski. Koncertowe zobowiązania grupy Big Cyc, w której gra Marek Szajda, sprawiły, że do reaktywowanego YA zaproszono gitarzystę Michała Witkowskiego. Skład Myca, Amon, Jarek, Mati i Witek miał być tym bazowym. Maras pozostając członkiem zespołu występować miał w miarę wolnych terminów koncertowych. Wiosną 2019 roku rozpoczęły się próby i przygotowania do zaplanowanego na późną jesień tego roku koncertu „YA i przyjaciele”. Muzycy postanowili na swój koncert zaprosić kilkunastu zaprzyjaźnionych muzyków, by wspólnie celebrować powrót na scenę. Radość wspólnego grania i przebywania razem była bezcenna. Pojawiła się energia, której każdemu z muzyków brakowało od lat. Każda z prób przynosiła nowe doświadczenia i dawała niesamowitą energię.

Niestety, przyszedł tragiczny 28 czerwca. Odszedł Robert, człowiek, który od zawsze był najważniejszym filarem grupy YA.

Pogrążeni w smutku pozostali członkowie grupy YA, postanowili zagrać zaplanowany wcześniej koncert, zmieniając jego formułę by wykonując piosenki, których Robert był współtwórcą uczcić jego pamięć. Koncert połączony był ze zbiórką publiczną na rzecz budowy pomnika nagrobnego Roberta Mycy Kowalskiego.

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (1)

karamba x54karamba x54

1 0

Pamiętam INO-ROCK 85 W KOLEJORZU i pamiętne utwory SECESJI Brzdąc i Siostrzenica lunatyka.Dzięki Robert! 17:40, 29.06.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA