Zamknij
REKLAMA

OLIWKOWSKI: Batalia o edukację - Dzień 3. Dr Leo: pasja i zawód

12:46, 10.04.2019 | #ZawszeNaCzasie
REKLAMA
Skomentuj

Po pomniku nagrobnym tego nauczyciela i jego rodziny nie ma śladu. Pamięć o nim okazała się dla kogoś zbyt niewygodna. A może stopień ignorancji wobec nauczycieli był zbyt duży i ślad tej pięknej biografii po prostu zniwelowano? Był jednym z najbardziej znanych nauczycieli w Inowrocławiu drugiej połowy XIX wieku. Nazywał się dr Leon Czaplicki.

Ponieważ nie mógł głośno mówić o fascynacji polską literaturą, organizował tajne komplety. Nie wpisywał się w zaborcze podstawy programowe, musiał więc działać w sposób konspiracyjny. Gdyby skompilować fragmenty sceny więziennej III. "Dziadów" z czytaniem zakazanej poezji w jaskini Stowarzyszenia Umarłych Poetów i fragmentami "Syzyfowych prac", powstałby obraz podobny do tego, jaki przedstawiał się na spotkaniach kółka literackiego "Wincenty Pol".

Jest po lekcjach. Doktor Czaplicki - polonista i filolog klasyczny - wchodzi do małego pomieszczenia w kamienicy inowrocławskiej. Nosi się elegancko, ma nienagannie przystrzyżoną brodę i lekko już siwiejące włosy. Pod pachą trzyma ciężkie książki, które przyniósł z własnego mieszkania i księgozbioru szkolnego. Są tam wiersze Kochanowskiego i wciąż popularnego Mickiewicza, którego traktuje się prawie jak poetę współczesnego. Wśród rozpalonych ciekawością oczu uczniów szczególnie przeszywa wzrok młodego Janka Kasprowicza. Doktor Czaplicki ma moc porwania w światy literatury, więc przyszły rektor Uniwersytetu we Lwowie i wybitny polski poeta, czeka na kolejną intelektualną podróż. Kasprowicz, szkoły, która będzie kiedyś nosić jego imię, nie znosi. Już wkrótce nie wytrzyma presji pruskiego drylu - rzuci w nauczyciela Quade kałamarzem i zostanie wyrzucony. Ale lekcje z Czaplickim zapamięta do końca życia, choć nie zawsze było sympatycznie. Jan Kasprowicz utrwali w świadomości z pewnością i takie momenty, kiedy pełen nadziei przedstawił profesorowi wiersz „Poeci a groby”. Problem w tym, że zadanie polegało na napisaniu rozprawy na temat „Jakie myśli powstają w nas na cmentarzu?”. Czaplicki zasugerował, aby Kasprowicz bardziej trzymał się ziemi, aby „nie spadł i nie rozbił się”. Ponieważ mieszkali w jednym domu przy dzisiejszej ulicy Mikołaja (domu już nie ma, został ślad po dachu na sąsiedniej kamienicy), Kasprowicz przedstawił podczas prywatnej wizyty do zrecenzowania tomik wierszy. Usłyszał, że powinien najpierw poprawić wyniki z matematyki. Dopiero później odbędzie się rozmowa o autorskiej poezji. Sfrustrowany Kasprowicz miał wówczas rzucić tomik na podłogę. Ale zapewne wiele też zrozumiał. Na pewno nie stracił szacunku wobec mistrza. I to nie tylko dlatego, że mógł mieszkać w końcu w domu Czaplickiego, dzięki czemu nie musiał codziennie dochodzić z Szymborza do gimnazjum. Filolog musiał prowadzić podwójną grę - z jednej strony był zgodny z wymaganą od niego realizację podstawy programowej - sam zresztą pisał takie programy i wydawał w formie roczników. Ale musiał to sobie czymś rekompensować. Tego rodzaju biurokracja nie była zapewne szczególnie porywającą pracą, dlatego dr Leo (taki wpis imienia funkcjonuje przy chrzcinach córki) realizował swe pasje, pisząc prace naukowe i tłumacząc starożytne dzieła - oprócz łacińskiego znał również grekę.

Wielostronna osobowość Czaplickiego wpłynęła mocno na ukształtowanie charakteru Kasprowicza - znamy autora „Hymnów” również jako wybitnego tłumacza dzieł starożytnych (m.in. Sofoklesa) i pasjonata dawnych języków. Ciekawostką jest, że Kasprowicz znał m.in. język starożytnych Indii - sanskryt. Czaplicki jako pierwszy nauczyciel literatury i wychowawca wprowadził młodego Kasprowicza na ścieżkę, z której ten nie zszedł już do końca życia. Czaplicki recenzował i krytykował pierwsze teksty autora sonetów "Z chałupy". Był przykładem rzetelnie pracującego fachowca, ale i człowiekiem, który wie, kiedy trzeba iść pod prąd i walczyć z opresyjnym systemem w imię dobra uczniów. Żył tylko 54 lata, ale zdążył się wpisać w pamięć inowrocławian, cieszył się - jak każdy ówczesny nauczyciel - wyjątkową estymą.

[ZT]12224[/ZT]

Spróbujmy zgłębić temat. Wśród osób, które wniknęły w życie Leona byli biografowie Jana Kasprowicza, tacy jak m.in. Zygmunt Wasilewski, Wanda Brzeska, Mieczysław Dereżyński, Stanisław Waszak, Ignacy Domański, Zenon Kopeć czy Roman Loth. Wspomniany w niniejszych felietonach Stanisław Helsztyński obdarzył cechami Czaplickiego bohatera powieści historycznej pt. „Pluton kosynierów”. Co ciekawe – przyszły duchowy patron Kasprowicza urodził się w tej samej miejscowości co Helsztyński – w Siemowie pod Gostyniem. Nauczyciel Kasprowicza jako uczeń zdecydowanie wyróżniał się wśród rówieśników, ale choć zyskiwał stypendia miał problemy z arytmetyką. Tę przypadłość podzieli Jan Kasprowicz. Po zdaniu matury w Lesznie Wielkopolskim w 1851 roku rozpoczął studia na Uniwersytecie Wrocławskim. Od razu też przystąpił tam do wzorowanego na Towarzystwie Filomatów i Filaretów w Wilnie Towarzystwa Literacko-Słowiańskiego. Spotykał się m.in. z Adamem Asnykiem. Po czteroletnich studiach, w czasie których Czaplicki nabył też uprawnienia do nauczania języka polskiego w szkołach zaboru pruskiego, poszedł za pasją i rozpoczął studia doktoranckie. Jego praca dotyczyła twórczości Jana Dantyszka.

Doktor przygotowany do nauczania języka polskiego, łacińskiego i greckiego przybywa do pracy w Inowrocławiu pod koniec maja 1856 roku. Zastaje miasto z niszczejącym murem obronnym i ruiną kościoła, za którym w przyszłości spocznie na wieki. Po pierwszych przekształceniach szkoły do Inowrocławia przybywają dwaj nauczyciele – dwóch doktorów – właśnie Jan Czaplicki oraz Jan Wolfram. Zawód nauczyciela cieszył się wówczas dużym prestiżem społecznym, warto zaznaczyć jednak, że wspomniani profesorowie mają też na koncie znaczące dokonania naukowe. Czaplicki poświęci szkole ćwierć wieku. Kasprowicza będzie uczył między latami 1875 a 1880.

Te pięć lat musiały zaważyć na formacji kulturowej przyszłego poety – otrzymał solidny fundament zainteresowań zarówno literaturą polską, ale i antyczną. Nauka języka polskiego u dr. Czaplickiego przypominała to, co literacko ujął Stafan Żeromski w „Syzyfowych pracach”, tyle, że nauczyciel był znacznie bardziej zaangażowany. Polski traktowany był jak fakultet, a Czaplicki według zaleceń zaborczej szkoły powinien był prowadzić je po niemiecku. Zdecydowanie nie trzymał się jednak tej zasady. Jeden z uczniów podsłuchiwał przy drzwiach, czy nie zbliża się dyrekcja szkoły, tymczasem uczniowie pod okiem profesora czytali poezję, interpretowali ją. Wiele miejsca poświęcano „Konradowi Wallenrodowi” i „Panu Tadeuszowi” Adama Mickiewicza. Wrażenie robią uwagi Czaplickiego pod uczniowskimi rozprawkami. [Cytat za wykorzystanym w felietonie artykułem Ignacego Domańskiego („Ziemia Kujawska, 1968, t II)]:

„W powyższej rozprawce wyczerpnął autor treść zadania w głównych zarysach, podawszy w niej dziesięć sposobów, jakimi zwykle wdzięczni ziomkowie czcili pamięć mężów około dobra kraju dobrze zasłużonych. Że zaś autor przytaczając takowych mężów przepomniał o mężach stanu, wielkich wodzach i pisarzach, historykach tak politycznych jak też i kościelnych, o tym już przy rozprawie zauważyłem. Błędów gramatycznych ani ortograficznych wcale w niej nie ma. Styl z wyjątkiem strony drugiej wszędzie jasny i dosyć płynny. Dlatego też uważam pracę za dostateczną.”

W czasie wolnym dr Czaplicki zajmował się dokładną analizą dzieł, o których dyskutował z uczniami. Śladem takich działań jest napisana (po niemiecku) rozprawa, a właściwie studium krytyczno-estetyczne poświęcone „Konradowi Wallenrodowi”. Czaplicki rozważa drobiazgowo m.in. etyczne rozdarcie Wallenroda – z jednej strony bohater ma w sobie chęć buntu i zemstę wobec systemu krzyżackiego, w którym musi funkcjonować, z drugiej strony etos rycerza. Pamiętajmy, iż poemat Mickiewicza stanowił swego rodzaju ukrytą instrukcję do makiawelicznej walki z wrogiem, była to jedna z przyczyn jego popularności wśród uczniów. Trzeba jednak było również charyzmy i autorytetu nauczycielskiego, aby uczniów porwać.

Czaplicki opiekował się szkolnym księgozbiorem. Wystarał się, aby pojawiły się w nim najważniejsze dzieła polskich twórców. Na lekcję zabierał na pewno teksty najpopularniejszych wówczas romantyków. Jako jeden z dwóch nauczycieli wiedział też, że młodzież spotyka się potajemnie już poza szkołą i czyta polską poezję. Mieli do niego całkowite zaufanie. Tym drugim pedagogiem był profesor Ludwik Frankowski. Dzisiaj można by określić Czaplickiego nie tylko jako ważnego dla miasta nauczyciela, ale także animatora kultury. Dzięki własnym zabiegom i funduszom uruchomił „Czytelnię Polską” (zebrał 1370 ważnych pozycji książkowych) - najpierw funkcjonowała ona w jego prywatnym mieszkaniu, potem została przeniesiona. Była ona fundamentem działania „Koła Literackiego”, pierwszą instytucją w Inowrocławiu skupioną wokół książki.

Ostatnie lata życia wybitnego profesora są ponure. Doktor Czaplicki coraz bardziej nie zgadzał się z polityką oświatową państwa. Dochodziło do spięć z kolegami w szkole i dyrekcją realizującą oczywiście zalecenia germanizacyjne. Nie był też szczęśliwy w życiu prywatnym. Przyczyniło się do tego małżeństwo z Niemką oraz liczne kłopoty wychowawcze związane z Teodorem – synem żony z pierwszego związku. Jego syn zmarł w bardzo młodym wieku na skutek panującej w Inowrocławiu cholery. Leon Czaplicki odszedł 23 sierpnia 1881 roku – rzadko widywano w Inowrocławiu tak długi kondukt żałobny. Cztery lata po śmierci ojca zmarła jego ukochana córka Zofia. Księgozbiór „Czytelni Polskiej” strawił pożar, prawie nic nie ocalało. Nagrobek profesora języka polskiego w nieznanych okolicznościach zniszczono.

Doktor Leon Czaplicki nie wszystek umarł w poezji Jana Kasprowicza. Poeta uwiecznił swego nauczyciela nie tylko we własnych pasjach, ale i na własnoręcznie sporządzonym rysunku. Wspominając po latach swego inowrocławskiego mistrza stwierdził, że Czaplicki lubił go za samodzielność i buntowniczość, paradoksalnie za chęć na niezgodę wobec ówczesnej szkoły.

(#ZawszeNaCzasie)

Nauczyciel języka polskiego w III LO, animator kultury, perkusista. Prowadzi w Inowrocławiu dyskusyjne kluby filmowe, współorganizuje Niebieski Bieg Świadomości. Fascynat prozy Stanisława Lema (doktorat na UAM w Poznaniu) oraz średniowiecznej historii regionu (m.in. projekt Terra Incognita – wokół inowrocławskich grodzisk).

Łukasz Oliwkowski

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (3)

pikpik

9 3

Początkowo myślałem, że autor uczynił unik, zszedł z pola ostrzału i zastosował zasłonę dymną w postaci obojętnego tematu. Później podejrzewałem, że podłączając niekontrowersyjny temat chce podstępnie za jego pomocą wywalczyć aprobatę dla swojej akcji. Ostatecznie nie wiem co autor miał na myśli ale, mimochodem jednak tematu się trzymał. Sądzę, że nie było jego zamiarem ale ukazał różnicę pomiędzy czasami i wartościami. Wartości tak odległe jak czasy niestety. Aktualne i minione czasy odległością równe wartością nauczycielskiej gromady z czasów bohatera notki i jej autora.
Konkluzja. Profesorowi Czaplickiemu do głowy by nie przyszło aby kosztem dzieci walczyć o kasę. On jak to powyżej napisano dla uczniów był w stanie przeciwstawić się wrogiej sile. Inaczej u jego następców. Mając silne partyjne poparcie, nie bacząc na uczniów walczą o kasę. 15:18, 10.04.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

pikpik

1 0

korekta ą>om 15:22, 10.04.2019


AbsolwentAbsolwent

2 3

I LO nie nosi imienia, tylko jest Szkołą Kasprowicza. Dla społeczności szkolnej to jest ważne,proszę niech autor nie majstruje więcej przy tym.
Nota bene, uwagi sprzed wieków ( zwłaszcza przedostatnie zdania) dla uczniów wydają się wciąż aktualne nawet dla drugiej strony dydaktycznego procesu. Takie jest moje zdanie. 15:41, 10.04.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
© ki24.info | Prawa zastrzeżone