– Od czwartku prognozowane jest nadejście układu wyżowego. I do niedzieli, do poniedziałku, temperatury będą rosły do poziomu powyżej 17, a w niektórych rejonach kraju nawet powyżej 20 stopni Celsjusza. Zapowiada się zatem słoneczna pogoda – powiedział PAP dr Mariusz Siedlecki.
Jeśli chodzi o obecną sytuację hydrologiczną, to ekspert ocenił ją jako średnią. Co prawda tegoroczna zima była mroźna i śnieżna – w porównaniu z wartościami z ostatnich dwóch dekad – ale okres przedwiośnia mógł rozczarować tych, którzy czekali na dobre nawodnienie gleby.
– Ostatnia zima wpisywała się w normę opadów z lat 40. i 50. XX wieku. Stworzyła dobre warunki hydrologiczne, ale przyszedł marzec, w którym dominowała pogoda wyżowa. Odwilż była dosyć szybka, potem na znacznych obszarach kraju nie było opadów, a wręcz przeciwnie – ewapotranspiracja zmniejszała zasoby wody w środowisku i glebie – zaznaczył.
Jak wyjaśnił, z punktu widzenia leśnictwa, rolnictwa i hydrologii pokrywa śnieżna odgrywa ważną rolę, bo to zasób wody uwalnianej wczesną wiosną. Niestety, przez ostatnie dwie dekady opady śniegu w Polsce były bardzo skąpe lub rzadkie.
– Obecnie prognozy są takie, że do końca kwietnia ilość opadów będzie w normie klimatologicznej – dodał dr Siedlecki.
Na przestrzeni ostatnich dekad klimatolodzy zauważyli, że wiosna pojawia się coraz wcześniej.
– Widzimy tendencję, że przedzimie i przedwiośnie ulegają skróceniu. Odczuwamy większy przeskok między porami roku, co ma zarówno pozytywne, jak i negatywne skutki – podkreślił ekspert.
Dodał, że wcześniejsze nadejście wiosny oznacza wcześniejszy start wegetacji, co może być korzystne dla niektórych upraw, np. kukurydzy czy winorośli. Jednak ocieplenie często idzie w parze z przymrozkami, a duże wahania temperatur szkodzą głównie sadownictwu i ogrodnictwu.
– W przypadku zbóż rolnicy mogą częściowo kontrolować procesy, ale przy uprawach sadowniczych wszystko dzieje się samo. Skutki wczesnej wiosny i przymrozków są tam negatywne – dodał.
W opinii klimatologa z UŁ zjawisko suszy, obserwowane m.in. w centralnej Polsce, to stała tendencja.
– Nawet jeśli sumy opadów są w normie, zasób wody w środowisku jest mniejszy. Wpływ ma na to nie tylko ilość opadów, ale także ewapotranspiracja, która przy ociepleniu jest silniejsza. Zmienia się też charakter opadów – z umiarkowanych na nawalne. Po ulewach woda szybko spływa, co pogarsza warunki dla rolnictwa i leśnictwa – zaznaczył. (PAP)
agm/ joz/
::news{"type":"see-also","item":"58623"}
::addons{"type":"alert"}